WITAJ!

WITAJ!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2016

Kluchy i balony, czyli nie dajmy się zwariować

Jaki dziś jest konsument? Świadomy, wyedukowany, wymagający, wybredny i ekologiczny. Czytając skład danego produktu, rozumie wymienione tam terminy, oczekuje możliwie największej ilości danych, a do tego interesują go wartości odżywcze. 

Na co jeszcze dzisiejszy konsument zwraca uwagę i na co mu to wszystko...?


Pamiętacie te czasy kiedy głównymi pytaniami o produkt były:
  • po ile ?
  • czy świeże ?
  • czy dobre ?

Te czasy już dawno minęły, ale wróćmy do nich na chwilę.

Dobrze było


Czy 20 lat temu ktokolwiek kupując gumę do żucia, zastanawiał się nad jej dodatkowymi właściwościami? Guma miała być do żucia, miętusy do odświeżania oddechu, a balonówka miała umożliwiać zaklejenie jak największej powierzchni twarzy.

balonówka

Nikt nie wymagał od gumy, właściwości czyszczących, zdrowotnych czy wybielających. Jeśli przez chwilę czuło się jakiś smak, to był to niesamowity atut - pamiętacie początki HubbaBubby? Grube, niesamowicie kolorowe kostki, które pozwalały na tworzenie ogromnych balonów - CZAAAAD!
Praktycznie bezsmakowa guma Turbo ( teraz znów dostępna w Żabce czy Biedronce ) broniła się kolorowymi obrazkami, zresztą tak samo jak guma Donald.

smak prl
Bez smaku ale z efektem wow

A słodycze? Niezapomniany smak batoników z Bałtyku, kupowanych na wagę! Szał na wafelki Kukuruku z historyjkami, czy wieczne PrincePolo. Czy ktokolwiek oczekiwał palety smaków, różnych opcji smakowych, zapachowych? NIE! Słodycze miały być słodkie i tyle! Szalonego wyboru nie było, ale za to każdy mógł sobie na nie pozwolić.

Lepiej zdrowo


No pewnie, że lepiej zdrowo, ale czy przez ten szał na zdrowe i fit i bez glutenu i wegańskie i zen itd, czy przez to nie odbieramy sobie trochę pierwotnej radości z konsumpcji?

Kiedyś nikt nie pytał skąd ten kurczak, skąd pomidor i czy dany kartofel to jest do gotowania, na pure, na frytki czy to pieczenia czy oglądania. Pyra to pyra i kropka.


ziemniaki
Ziemnioków jak mrówków

20-30 lat temu braliśmy co nam rzucili, a mamy/babcie czarowały z tego dania różniaste. W efekcie wyrośliśmy na ludzi silnych fizycznie, odpornych na choroby i uczulenia, zęby nam się trzymają i nie straszne nam żadne przeciwności. Nasze dzieci, dla których tak dbamy o "najzdrowsze" jadło już takie mocarne nie są.

Kolejna sprawa, to takie niezdrowe gotowanie naszych mam i babć, przeżywa teraz renesans. Najlepiej zarabiające restauracje to te podające dania kuchni tradycyjnej wg dawnych receptur. Zagraniczni szefowie kuchni rozpływają się nad "mięchem ze sosem i kluchami" ( wystarczy pooglądać programy z Chef w tytule ), więc to chyba jednak dobre, nie?

Najlepiej rozsądnie


Jestem jak najbardziej za zdrowym, lekkim jedzeniem. Sama nie lubię bardzo tłustych potraw, kiełbasy i słoniny...ale...każdemu pasuje co innego, każdy ma inne zapotrzebowanie. Organizm kobiety, która ma pracę siedzącą, potrzebuje innej dawki energii niż mężczyzny pracującego fizycznie.

Odżywiać, nie obżerać - hasło bardzo dobrze znane, ale jakby nie do końca zrozumiane. Nie odżywisz chłopa zasuwającego dajmy na to na budowie, podając mu tofu i kotleciki sojowe. Nie odżywisz zdrowego organizmu zabraniając mu bezpodstawnie dostępu do potrzebnych składników - patrz szaleństwo diety bezglutenowej ( jest zasadna tylko w przypadku uwarunkowań medycznych ), tak samo nie będziesz dobrze się czuł wpierniczając jak szalony cokolwiek, bo nadmiar szkodzi, nawet nadmiar warzyw ( przy niedomiarze innych składników np budulcowych )

pełnowartościowy posiłek
Takie robi mój Luby, bo lubi

Także ten...


Pisząc ten post chciałam zaproponować rozważanie nad tym, czy my jako konsumenci nie dajemy się czasem za bardzo ponieść wyobraźni

wtorek, 12 stycznia 2016

NORMALNIE .... Czyli jak?

Zauważyliście jak często używamy słówka "normalnie"? Normalnie codziennie ...hihihi.... rzecz w tym, że jak się nad tym bardziej zastanowić, to słówko, znaczy dla każdego coś innego, czyli absolutnie NIENORMALNIE.


No, bo właściwie jak Ty robisz jajecznicę/naleśniki/biszkopta/schabowego ?
NORMALNIE
A jak Ci dziecko zasypia/bawi się/spędza czas na spacerze?
NO NORMALNIE
I w końcu - jak Ci minął dzień?
EEE TAM, NORMALNIE

Ile razy dostałyście taką niewiele mówiącą odpowiedź? A ile razy same tak odpowiedziałyście?


Pewnie z milion, i za każdym razem miałyście na myśli swój własny NORMALNY sposób na gotowanie czy spędzanie czasu. A tymczasem, zgodnie z definicją Małego Słownika Języka Polskiego PWN:

NORMALNIE - wg normy, zgodnie ze wzorem, przeciętnie, tak jak powinno być, właściwie, zwyczajnie

I zrobiło się dziwnie, bo o ile Twój dzień mógł minąć normalnie dla Ciebie, o tyle dla innych mógłby się wydawać wybitnie ciekawie ( bo co jeśli jesteś zawodowym kaskaderem? )!

A już temat jajecznicy, zupełnie nie pasuje do słowa NORMALNIE! Nie macie nawet pojęcia na ile sposobów można przygotowywać jajecznicę. Przez wiele lat, gdy Mama pytała mnie jak robię jajecznicę, odpowiadałam, że normalnie i temat znikał, bo niby co tu rozwijać. Do czasu kiedy nocowałam u Mamy i rano Starszy zażyczył sobie jajecznicy, ale żebym to ja zrobiła, bo moja jest najlepsza ( hehe - się wie ). To zbiło moją Mamę z tropu i wyszło na jaw, że ja nie robię na maśle, tylko na oleju, co prawda walę jaja prosto na patelnię, ale najpierw obsmażam na niej chlebek i wędlinkę, w kosteczkę, a nie w paseczki!



A normalna jajecznica wg mojego Lubego, to kompletne mega przedsięwzięcie kuchenne z koniecznością zaangażowania całego mnóstwa naczyń i powierzchni - MASAKRA!

Takich NORMALNYCH przykładów są stosy, więc pomyślcie o tym następnym razem gdy ktoś Was spyta jak robicie naleśniki, bo że normalnie to już wiemy ;)

Zadziwiło Was kiedyś czyjeś NORMALNIE? Ciekawa jestem Waszych historii,
a już niedługo test kosmetyczny, więc do zobaczenia niebawem.